O autorze
Bo zdziwienie, to pierwszy stopień do piekła, nie jak się uważa ciekawość.
Zdziwienie pojawia się wtedy, gdy coś, co się dzieje, nie pasuje do naszego poglądu na świat.
Film jako dzieło sztuki i film jako żródło poznania i samopoznania będą tutaj gościć często i gęsto. Choć w różnym towarzystwie.
A więc zapraszam oba typy: dziwiących się i ciekawskich.
No ale przecież schodzi się do piekła po to, aby wyjść mądrzejszym, prawda?
I nie chodzi o to czy ktoś wierzy, czy nie, tylko oto czy potrafi rozpoznać, że świat się zmienia a nie śmieje

Sztuka brutalna. Z wizytą w Szwajcarii

Carlo(1916-1974)
Carlo(1916-1974)
Nie pisałem od dawna. Przygotowania do 9 edycji festiwalu PLANETE+DOC zabrały mi wszystkie szare komórki w jasyr. Już jest lepiej. Pęta osłabły, wykupiłem się na tyle, że mogłem pomyśleć o regeneracji fizycznej i duchowej. Również o regularnym pisaniu.

Słońce i deszcz. I wiatr. I trochę słońca. Całe 4 dni tak wyglądały. Aby na chwilę odpocząć i wyłączyć się z przygotowań do festiwalu zabrałem rodzinkę…na inny festiwal do Nyon. Bonusem była wycieczka przez dwie przełęcze alpejskie. To, co najciekawsze było jednak w dolinach. Jest kilka jezior alpejskich o pięknym położeniu i widokach ale nic nie przebije jeziora Genewskiego (Lemańskiego). Wysokie pasma Alp schodzą prawie do samego jeziora od strony południowej (Francja) i południowo-wschodniej (Szwajcaria) i widać kolosy Alp włoskich ze wschodu. Winnice schodzące do samego jeziora po stronie północnej. Przestrzeń i światło, i wiatr. Miasta w Szwajcarii wyglądają bardzo podobnie. Wnętrza hoteli również. Styl lat 60 i 70. Oczywiście tu i ówdzie znajdzie się coś dla tych, którzy muszą być trendy i wydawać fortunę na „modern” ale to nie jest ani mile widziane i raczej trzymane na obrzeżach. Styl sprzed 50-40 lat przeważa właściwie w całej architekturze. Tak, jakby nic ciekawego już nie wymyślono. Na pewno nić bardziej praktycznego, co wniosło by coś ciekawego w tkankę miejską. Nikomu to nie przeszkadza.


Tak wygląda Zurych, Genewa, Berno. Tak wygląda Lozanna. W tej spokojnej, mieszczańskiej mieścinie, po której chodzi się z góry na dół lub odwrotnie, znaleźliśmy sztukę niepokojącą- L’Art Brut. Tworzą ją samoucy, pozostający na uboczu mainstreamu. Stosunek do świata, jego norm i społecznych zasad mają dość obojętny. Są pacjentami szpitali psychiatrycznych, więźniami, ekscentrycznymi samotnikami i wygnańcami. Nie uzyskują i nie oczekują poklasku. Tworzą własny świat sztuki, często przypominający enigmatyczny teatr. Ich zachowanie i stosunek do własnej twórczości jest częścią jej oglądu i zrozumienia. Kolekcja „De L’Art. Brut w Lozannie jest bogata w formy i style. Fascynuje różnorodność podejścia do figuratywności. Na czterech piętrach galerii stykamy się ze sztuką ludzi, którzy w większości uważali, że to nie oni, ale coś albo ktoś przez nich przemawiał. Większość z nich przeszła traumę w dzieciństwie. Niektórzy z nich po latach życia w społeczeństwie i odnoszenia sukcesów, jak pewien właściciel fabryk tekstyliów, wycofują się, zamykają, aby otworzyć się na własną sztukę. Sztukę pozostająca poza uwarunkowaniami kultury i społeczeństwa. Wspomniany fabrykant stworzył galerię blaszek w swojej samotni w górach. Przyczepiał je do drzew, domu, ogrodzenia tworząc system informacji o wszechświecie. Mojej dwuletniej córce najbardziej spodobał się koń w wymiarze 1:1, zrobiony z gałęzi, desek i połamanych mebli. Wyglądal trochę jak szkielet konia ale było w nim coś fascynującego. Misją córki w galerii była zamiana tabliczek informacyjnych. Pan kustosz uniemożliwił jednak szukanie nowych sensów. Ojca złapał na robieniu zdjęć, co bardzo mu się nie podobało. Nie chciało się pokazywać, że mam w telefonie zdjęcia obrazów Richtera, które robiłem legalnie na wystawie. Wystawą specjalną była pierwsza poza Chinami ekspozycja dzieł Guo Fengyi. Wiele długich na 10 i więcej metrów malowideł na płótnie, które przedstawiają postaci o wielu głowach, mających swoje cienie, często pokrytych kwiatami. Długie płótna rozciągnięte są na ścianie i na podłodze, tak że widzimy je jakby w dodatkowym wymiarze.

Nieopodal Lozanny w Vevey, nad samym brzegiem jeziora, (cena m2 ziemi taka jak w Monte Carlo), mieści się siedziba największego koncernu spożywczego na świecie Nestle. W 2005 roku ówczesny szef Nestle wypowiedział się do kamery, iż darmowa woda pitna, to wizja radykałów. W tym samym przytulnym Vevey, w latach 50 tych spotykali się ekonomiści i politycy, aby wykuć filozofię neoliberalizmu, którego formę skundloną doświadczamy na własnej skórze w Polsce. Nasz kraj był idealnym miejscem po 1989 roku na przeszczep tego, co nie udało się na Zachodzie: skrajny egoizm, brak poczucia dobra wspólnego, immanentny brak wiary w Państwo, jako instytucji, która może z sukcesem prowadzić politykę prospołeczną, brak kultury politycznej. Poza tym, Vevey to urocza miejscowość schodząca do jeziora, posiadająca luksusowe SPA z widokiem na jezioro i Alpy i ekskluzywne kluby dla najbogatszych na świecie. Ale tu bogactwa nie pokazuje się w sposób natrętny. Wszystko jest stonowane i skromne. Z Vevey do Nyon jest około 50 km. Oprócz festiwalu filmów dokumentalnych, fantastycznych Fillets de perches w knajpie „Biały koń” i stateczków do Francji, na zachodnich rogatkach mieści się siedziba mafii, która obejmie kilka miast w Polsce we władanie w czerwcu i do której te miasta dołożą jeszcze dużo naszych pieniędzy. Wojny nad Jeziorem Genewskim nie widziano od ponad 400 lat. Art Brut, mafia „moderne” i przyszli właściciele wody pitnej na Ziemi znależli bezpieczną przystań.

Trwa ładowanie komentarzy...