O autorze
Bo zdziwienie, to pierwszy stopień do piekła, nie jak się uważa ciekawość.
Zdziwienie pojawia się wtedy, gdy coś, co się dzieje, nie pasuje do naszego poglądu na świat.
Film jako dzieło sztuki i film jako żródło poznania i samopoznania będą tutaj gościć często i gęsto. Choć w różnym towarzystwie.
A więc zapraszam oba typy: dziwiących się i ciekawskich.
No ale przecież schodzi się do piekła po to, aby wyjść mądrzejszym, prawda?
I nie chodzi o to czy ktoś wierzy, czy nie, tylko oto czy potrafi rozpoznać, że świat się zmienia a nie śmieje

O Facebooku, Berlinale i Gerhardzie Richterze

Witajcie. Przed wyjazdem na tegoroczne Berlinale zauważyłem, że poszczególne sekcje tego festiwalu mają oddzielne grupy na Facebooku. Istnieje również oddzielna grupa zainteresowanych zakupem biletów, których jak zwykle brakuje. Uważam, że to bardzo dobry pomysł, zbliżający ludzi o konkretnych zainteresowaniach, choć wydawałoby się to rozpraszaniem widowni. Czy jednak kiedykolwiek rozważaliście możliwość wypisania się z Facebooka?

Myślicie, że to dziwne pytanie? No to może inaczej – czy gdyby 10 lat temu ktoś roztaczał przed wami wizję Facebookowego raju z dopiskiem: „nie będziecie się mogli z niego wypisać”, potraktowalibyście poważnie taką propozycję?



Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, informuję: z Facebooka nie da się wypisać. Jesteś tam na zawsze. Czujecie z tego powodu zdziwienie, czy raczej obojętność? Pisze to ignorant, który zapisując się do brandu Facebook nie myślał, że podpisuje na siebie cyrograf. A propos, podobała mi się antyreklama na Facebooku, przedstawiająca Assange'a i Zuckerberga. Pod zdjęciem Assange'a tekst: „odkrywa nam to, co korporacje i rządy chcą ukryć przed ludźmi – ZŁOCZYŃCA”. Pod zdjęciem Zuckerberga – „dostarcza dane osobowe użytkowników Facebooka korporacjom – CZŁOWIEK ROKU”. Wychodzi na to, że pisanie i czytanie blogów jest bezpieczniejsze :)

Kolejne Berlinale, tym razem 62 edycja. Czy wyobrażam sobie 100. edycję? Chyba nie. Na panelu rozwrzeszczani, niezależni filmowcy z USA nawoływali do ucieczki z kina do sieci, do zaprzestania myślenia w kategoriach struktury filmu i traktowania kina jako miejsca spotkania z filmem. To są rzeczy nieważne. Ważne jest, aby znać swoją grupę docelową i dobrze promować się w sieci. Wspaniała wizja kina bez kina, nieprawdaż? Jaka idealistyczna. Niemal czysta, podobnie jak czysta głupota. Najgorsza jednak nie jest nawet głupota, ale brak reakcji na nią. Potakiwanie młodych twórców i producentów musiało spowodować moją reakcję. Boję się, że 100. edycja Berlinale odbędzie się w sieci...

Zacznijmy jednak od początku. Filmowo było już w drodze do Berlina. Lokomotywa stanęła na ziemi niczyjej, między granicami i nie chciała jechać dalej. Po godzinie, Niemcy się zmiłowali i wysłali lokomotywę. Pociąg Eurocity relacji Warszawa-Berlin skończył bieg na stacji Frankfurt nad Odrą. Przez głośnik w pociągu usłyszeliśmy, że pociąg jest „rozwiązany” i coś w rodzaju „dalej walczcie na własną rękę”. Jak można rozwiązać pociąg? Ano można. Siedzący w pociągu Niemcy nie chcieli uwierzyć. Ale scenariusz napisany przez PKP nagle stał się kinem faktu. W Berlinie zaskoczenie – okazało się, że hotel zarezerwowałem od następnego dnia. A więc lokomotywa PKP miała rację. To nie koniec niespodzianek pierwszego dnia. Idę na pokaz filmu dokumentalnego, a ten okazuje się fabułą. Świetną przy okazji. Urugwajski film „Delay"  w programie FORUM przypominał mi intensywność filmu S. Łożnicy „Szczęście ty moje”. Świetne, choć oszczędne kreacje aktorskie. Matka dwojga dzieci mieszka razem ze starym ojcem, który nie pamięta, gdzie mieszka i jak się nazywa. Zachowuje jednak niezależność na co dzień, co powoduje liczne zagrożenia. Ogranicza też możliwość pracy matki. Dom starców nie chce go przyjąć, bo ledwo wiążąca koniec z końcem matka jest uznana za zbyt bogatą. Matka decyduje się więc na podstęp. Zostawia ojca na blokowisku licząc, że za kilka godzin spotka go w jednym z domów starców. Liczy, że przywiezie go tam policja i że w ten sposób ojciec zostanie tam na stałe. Psychologiczne piekło otwiera swoje bramy dla obojga bohaterów. Zaczyna się duże, choć skromne pod względem budżetowym, kino. To pierwszy film, jaki widziałem i już duża satysfakcja. Program sekcji Forum to filmy na granicy eksperymentu lub intymne, na granicy monodramy. Odkrywają one przed widzem prawdę, że wszystkiego jeszcze nie widzieliśmy, a kino nadal się rozwija. Filmy w Forum są jak odtrutka na nieautentyczność fabuły. Tu twórca często jest częścią projektu, nie bierze się pod uwagę różnic gatunków.

Bogactwo oferty Berlinale jest nie do powtórzenia, zarówno pod kątem programu filmowego, jak i paneli, warsztatów, spotkań koprodukcyjnych, pitchingu, promocji młodych gwiazd kina europejskiego itd. Festiwal odbywa się w 15 kinach, w tym w 3 multipleksach. Wybór filmu otwarcia: „Farewell, My Queen" jest dość mocnym zajęciem stanowiska organizatorów festiwalu wobec czasów, w jakich żyjemy.
Może rzeczywiście powinniśmy zastanowić się, czy zobaczymy numer 63 przy logotypie Berlinale? Atmosfera końca, rozkładu porządku na dworze w Wersalu po zdobyciu Bastylii ma być paralelą do naszych czasów. Nie do końca to wychodzi i dość się ślimaczy. Kruger w roli Marii Antoniny jest nieprzekonywująca i nie czuje tej roli. Przypomniał mi się „Danton” A. Wajdy. Ten film z ponad 30 letnim już stażem był bardziej osadzony w realiach, psychologii strachu czasów końca i nowego początku. No i oczywiście aktorzy…

Berlinale to zawsze dla mnie również spotkania z przyjaciółmi z branży filmowej z całego świata. W Berlinie rozmowy są ciekawsze niż w Cannes. Sprzyjają temu atmosfera tego festiwalu i miasta. W Cannes blichtr wygrywa i przytłacza. Krytycy często kręcą nosem na filmy w konkursie berlińskim, ale są to przynajmniej filmy, które reprezentują zróżnicowane style filmowe i jakieś stanowisko wobec świata. W tym roku największe wrażenie wywarły na mnie: „Siostra", „Wiedźma wojny" i „Tabu". Bardzo silna delegacja filmów azjatyckich nie powaliła, choć oparty na faktach „Captive"  Filipińczyka Mendozy, nowej gwiazdy kina artystycznego, to film, o którym będzie się mówić. Trzy kompletnie różne filmy, jakby z innych planet, ale razem jakże satysfakcjonujące. Na pewno zobaczymy je na polskich festiwalach,
a „Wiedźmę wojny" i „Captive" na pewno w kinach. Krytycy bardzo chwalą „Barbarę" ze świetną Hoss i słusznie. Tyle że nie można tego obrazu uznać za odkrycie, próbę stworzenia nowej wartości. A tego wymaga się od filmów konkursowych, choćby miały być próbą nieudaną do końca. Oficjalna premiera nowego filmu Tony’ego Gatlifa „Oburzeni" spotkała się z dużym zainteresowaniem. Obecny był sam Stéphane Hessel, 94-letni myśliciel i historyk idei, którego książka „Czas oburzenia!” była inspiracją dla reżysera. Film-hybryda gatunkowa, będący połączeniem scen fabularyzowanych w „dokumentalnym otoczeniu”, ze świetną ścieżką dźwiękową, jest doświadczeniem filmowym i świadomościowym. Reżyser podąża za emigrantką z Afryki, wyrzuconą na brzeg morza w Grecji. Jej oczyma widzimy sytuację w Grecji, Francji i Hiszpanii. Uczestniczymy w demonstracjach. Oglądamy jej doświadczenie bycia „nielegalnym człowiekiem” w Europie, ogarniętej kryzysem zaufania do elit i braku solidarności.
 
Po raz pierwszy katalog Berlinale był jeden, a nie jak zawsze podzielony na dwie części, z osobną publikacją dla Forum. Po raz pierwszy również torby festiwalowe były nieciekawe. Ta pamiętna, z 59. edycji,
nadal jest w użyciu przez wielu ludzi. No cóż, jakieś symptomy kryzysu muszą być widoczne. Mniejsza ilość ludzi na targach filmowych jest zauważalna, choć propaganda oficjalna mówi o większej liczbie stoisk.
Codziennie na Berlinale odbywa się szereg balang i przyjęć. Najlepsze imprezy to zwykle kanadyjska i szwajcarska. Moja ulubiona restauracja to Sale e Tabachi – włoska knajpa przy Checkpoint Charlie. Była zawsze pełna wieczorami. Dwa razy udało mi się jednak zarezerwować stolik. Poznałem nowe białe wino bio-SASAJA. Pierwszy stosunek z nim – nie wiadomo czy to wino czy dziwny sok. Później z antipasti zaczyna się ustawiać na języku. Bardzo polecam.

Market Berlinale, czyli targi filmowe odbywające się w budynku Martin Gropius Bau, skończyły się w środę. Towarzystwo kupująco-sprzedające filmy rozjechało się po świecie, aby spotkać się w maju w Cannes. W Berlinie zrobiło się cieplej i mniej stresowo. W Kulturforum, tuż obok centrum festiwalowego na Potsdamer Platz, odbywa się wystawa malarstwa słynnego Gerharda Richtera. Niezwykłe wzrokowo-psychologiczne przeżycie. Większość obrazów nosi tytuł ABSTRACT PAINTING.
Ich treść nadajemy sami, pochodzi od każdego indywidualnie. Chodzi o to, co ktoś może odczytać i sobie wyobrazić. Poruszyła mnie magiczna kontrola nad kolorem, co najbardziej widać w jego nie-abstrakcyjnych obrazach, często imitujących zdjęcia z dodatkowym efektem nieostrości. Uczta. Wystawa trwa do końca lutego. Jedźcie koniecznie na weekend. A na film o Gerhardzie Richterze zapraszam w maju na festiwalu PLANETE+DOC.  
Trwa ładowanie komentarzy...