O autorze
Bo zdziwienie, to pierwszy stopień do piekła, nie jak się uważa ciekawość.
Zdziwienie pojawia się wtedy, gdy coś, co się dzieje, nie pasuje do naszego poglądu na świat.
Film jako dzieło sztuki i film jako żródło poznania i samopoznania będą tutaj gościć często i gęsto. Choć w różnym towarzystwie.
A więc zapraszam oba typy: dziwiących się i ciekawskich.
No ale przecież schodzi się do piekła po to, aby wyjść mądrzejszym, prawda?
I nie chodzi o to czy ktoś wierzy, czy nie, tylko oto czy potrafi rozpoznać, że świat się zmienia a nie śmieje

ARTYSTA

Talent Michela Hazanaviciusa przyszło mi poznać w filmie, który jeszcze nie miał premiery w Polsce. „Players” (Infidéls) powinien wpędzić wszystkich rodzimych „twórców” komedii romantycznych w głębokie kompleksy. Polska publiczność będzie miała okazję przejrzeć na oczy. Jaką mizerię wspieramy naszymi biletami w porównaniu z tym, co proponuje się masowej publiczności na Zachodzie. Chociaż publiczność już wie i spadające wpływy gniotów o tym świadczą. Nasze gwiazdy i gwiazdeczki nie wstydzą się jednak dawać nazwisk i twarzy w tych „produkcjach”. Liczy się tylko kasa. Nic więcej.

„Artystę”, który zasłużenie otrzymał Oscara, widziałem po „Players” i to dało ciekawą perspektywę. Nie znałem wcześniejszych dokonań reżysera, w tym pastiszy francuskich filmów szpiegowskich. Gdy Agnieszka Holland, reżyser pierwszej klasy, mówi, że Oscara w tym roku dostała wydmuszka, to widać, jak bardzo świat filmu „ucieka do przodu” i jak wielu uznanych twórców za nim nie nadąża. „Artysta” jest najodważniejszym projektem filmowym ostatnich lat. Telewizje na świecie od kilku dobrych lat nie emitują czarno-białych filmów. Nawet filmów dokumentalnych. Jednocześnie olbrzymie fundusze wydaje się na nadanie kolorów starym filmom. Ciekawe, kiedy ostatni raz w repertuarze multipleksów w Polsce pojawił się film czarno-biały. Odwaga i oddanie twórców filmu idei przywrócenia widzowi wrażliwości niemego kina są godne podziwu. Nie jest to tylko „rekonstrukcja”. Na poziomie formalnym twórcy bawią się z nami. Co rusz z ekranu wyłania się metafora odnosząca się do paradygmatu wrażliwości współczesnego kina. Ale to, co najbardziej mnie uderzyło, to poziom gry aktorskiej. Nieme kino wymaga świetnej gry, co prawda trochę teatralnej, przerysowanej. Wymagało też innej aparycji aktorów. To musieli być ładni ludzie, z charakterami na twarzy. Sama uroda nie wystarczyła. Główni aktorzy w filmie, Francuz Jean Dujardin i  Argentynka Bérénice Bejo, mają, jak komentują media, „staroświecką” urodę. To świetny temat dla socjologa. Na czym polega różnica w uznanym modelu urody naszych czasów w porównaniu do ideałów lat 30. XX wieku?



Reżyser interesująco dobrał również role drugoplanowe: Goodman (głowa rodziny Simpsonów) jako producent filmowy (troszkę troglodyta) i Cromwell jako starszy pan, kierowca. (Ostatni raz widziałem go jako wcielenie zła, skorumpowanego policjanta w „Tajemnicach Los Angeles”). Pies, drugi wierny przyjaciel Valentino, grał (?) fenomenalnie. Reżyser mruga do nas bardzo sympatycznie, ale i inteligentnie. Czułem, jakbym cofnął się do mojego dzieciństwa i oglądał z tatą w TVP „W starym kinie” albo francuskie komedie z Louisem de Funèsem w kinie Zdrowie na Miodowej. Chodzi o emocje. „Artysta” rozbudził moje pierwsze fascynacje filmem. Nie wiem, czy jestem w stanie dobrze to oddać. Lekkość, elegancja i stała „rozmowa” z konwenansami kina współczesnego dają widzowi kilka poziomów odbioru „Artysty”. Odchodzące nieme kino i przychodzące nowe, gadające kino. Odchodząca Sztuka i nadchodząca komercja? Chapeau bas, Monsieur Hazanavicius! Pokazałeś, oczywiście z pomocą producentów, połączenie „starego kina autorskiego” z kinem komercyjnym. „Players”, o którym wspomniałem na początku, nie jest przypadkiem. Jest uchyleniem kapelusza przed widownią masową z zachowaniem elegancji. Rzadkość. Nie przegapcie.

Jeszcze jedna myśl wynikająca z tego filmu. Obawiam się, że „Artysta” nie dostałby dofinansowania w Polsce.
Trwa ładowanie komentarzy...